Używasz AI? Od sierpnia 2026 obowiązuje nowe prawo

Od 2 sierpnia 2026 unijny AI Act każe oznaczać realistyczne treści zrobione z pomocą AI. Fotorealistyczne zdjęcie produktu, wygenerowaną modelkę, sklonowany głos w podkaście. Ewidentnie fantastycznych obrazków i stylizowanych ilustracji oznaczać nie musisz, bo nikt nie weźmie ich za prawdziwe. Odpowiadasz Ty jako twórca, nie oprogramowanie i nie marka (Twój Klient), dla której to robisz. Etykieta ma być widoczna od razu. Stare treści zostają jak są.

Unijny AI Act wymaga transparentności

Chodzi o to, żeby odbiorca wiedział, że ma do czynienia z dziełem AI.

Musi być jasny sygnał, że chatbot to AI, a nie człowiek. Realistyczna fotka produktu wygenerowana w AI powinna być otagowana. Pomyśl o tym jak o liście składników na opakowaniu. Nikt Ci nie zabrania sprzedawać batonika. Musisz tylko napisać, co jest w środku.

To narzędzie przeciwko deepfake'om i dezinformacji, a przy okazji przeciwko wciskaniu konsumentowi kitu.

Czy musisz tagować każde AI dzieło?

Nie, nie musisz oznaczać każdej grafiki. Żeby coś było deepfake'iem, musi przypominać istniejącą osobę, przedmiot, miejsce albo zdarzenie i dać się wziąć za prawdziwe. Grafika ze smokiem, słoń na motorze, człowiek lecący nad miastem mogą, ale nie muszą być otagowane jako stworzone za pomocą AI.

Przepis nie pyta, czy użyłeś AI. Pyta, czy ktoś mógłby pokazać Twoją grafikę jako dowód, że coś się naprawdę wydarzyło. Karykatura w gazecie nigdy nie potrzebowała dopisku, że to nie jest zdjęcie.

Uwaga tylko, żeby nie mylić tego ze stylem. Liczy się, co przedstawiasz, a nie czym to narysowałeś. Rysunkowy portret prawdziwego polityka na wiecu, który się nie odbył, wpada pod przepis. Fotorealistyczny render wymyślonego kosmity już nie.

„To sztuka, więc mnie nie dotyczy." Dotyczy. Wyjątek artystyczny nie zwalnia z oznaczania, tylko pozwala zrobić je dyskretniej. Możesz więc dać oznaczenie w opisie zamiast na samej pracy. Haczyk jest taki, że dzieło ma być ewidentnie artystyczne, czyli widz ma to rozpoznać bez Twojego tłumaczenia. A jeśli praca ma coś sprzedać albo opowiedzieć o prawdziwym wydarzeniu, wyjątek odpada niezależnie od formy.

Deepfake to nie tylko podrobione twarze

Deepfake w rozumieniu przepisów to treść obrazowa, dźwiękowa lub wideo wygenerowana albo zmanipulowana przez AI, która przypomina istniejące osoby, przedmioty, miejsca lub zdarzenia i mogłaby fałszywie wydać się autentyczna.

To zmienia zakres bardziej, niż się wydaje. Wygenerowany, fotorealistyczny packshot produktu, wizualizacja mebla w salonie czy sklonowany głos w podkaście. Nikt tu nie podrabia twarzy polityka, a mimo to każda z tych treści wpada pod definicję deepfake'a.

To Twój obowiązek, nie platformy

Ty odpowiadasz za widoczne oznaczenie i nie możesz tego obowiązku oddelegować, nawet jeśli Instagram czy LinkedIn same wykryją i opiszą Twoją treść. Robisz grafikę dla klienta? Etykieta jest po Twojej stronie, jako twórcy, nie po stronie marki.

Twórca narzędzia AI zaszywa w pliku niewidoczny ślad dla maszyn. Ty dodajesz widoczny podpis dla ludzi. Nie usuwaj metadanych świadczących o wygenerowaniu przez AI.

Jak oznaczać dzieła AI, żeby być zgodnym z EU AI act?

Etykieta ma być widoczna natychmiast. Użytkownik nie może jej szukać.

Unia daje trzy warianty oficjalnej ikony, ale testy pokazały, że etykiety z czytelnym słowem działają znacznie lepiej niż sama ikonka.

Etykieta AI nie zastępuje zgód na wizerunek ani praw autorskich. Artykuł 50 działa obok RODO i prawa własności intelektualnej, a nie zamiast nich.

Nie ma obowiązku wstecznego. Dla obrazu, dźwięku i wideo liczy się data wygenerowania treści.

A czy to w ogóle ma sens?

Oszust, który robi realne szkody, zignoruje każdy przepis. Uczciwi będą oznaczać swoje treści, a źli dalej będą źli. Więc po co się męczyć? Do tego, kryteria są miejscami mgliste. Sami prawnicy spierają się, gdzie kończy się „ewidentnie twórcze".

Lepiej otagować treści AI niż tłumaczyć się później.

Ja od roku mam małą informację przy każdym poście, zaznaczam opcję „treść AI" na Instagramie i jawnie mówię, kiedy używam AI, a kiedy wrzucam prawdziwe zdjęcie.

Kary sięgają 15 milionów euro albo 3% światowego obrotu, ale szczerze mówiąc, mała firma powinna myśleć raczej o zaufaniu niż o widmie kontroli.

Czy to oznaczanie AI nie odstraszy klientów?

Może.

Niektórzy są anty-AI i tylko czekają na te oznaczenia. Mówią że w ten sposób będą unikać marki które je używają. Tyle że AI staje się narzędziem codziennego użytku, jak niegdyś Photoshop.

I dobrze że mamy takie głosy, bo czasem potrzeba granic i reguł korzystania z nowej zabawki.

Anty-[wstaw dowolną technologię] zawsze byli i będą. Prąd, aparat, atom, internet, każde z nich miało swoich przeciwników. Wszystkie są z nami do dziś i mają się świetnie.

Podsumowanie

Artykuł 50 AI Act obowiązuje od 2 sierpnia 2026 i wymaga oznaczania realistycznych treści generowanych przez AI. Nie trzeba oznaczać treści ewidentnie fantastycznych, bo nikt nie weźmie ich za prawdziwe. Trzeba oznaczać wszystko, co może uchodzić za autentyczne: fotorealistyczne obrazy, dźwięk i wideo, w tym packshoty, wizualizacje produktów i sklonowane głosy. Decyduje wiarygodność treści, nie jej styl. Obowiązek spoczywa na twórcy treści, nie na platformie ani na marce zlecającej. Teksty wymagają oznaczenia tylko przy sprawach interesu publicznego bez kontroli redakcyjnej. Chatbot musi ujawnić, że jest AI, na początku interakcji. Wyjątek artystyczny łagodzi formę oznaczenia, ale nie znosi obowiązku i nie obejmuje treści komercyjnych. Oznaczenie musi być widoczne od razu, notka w regulaminie nie wystarczy. Nie ma obowiązku wstecznego: dla obrazu, dźwięku i wideo liczy się data wygenerowania, dla tekstów o sprawach publicznych data publikacji. Digital Omnibus przesunął terminy dla systemów wysokiego ryzyka na grudzień 2027, ale artykułu 50 nie zmienił. Kary do 15 mln euro lub 3% światowego obrotu.

Źródła


#ai act #transparentność ai #oznaczanie ai #deepfake