Używam AI codziennie i nie zamierzam przestać, ale kilka drobiazgów zdążył mi już po cichu zabrać. Nie mogę nikomu przyznać racji, bo „masz rację" brzmi dziś jak bot. Nie użyję myślnika, bo uchodzi za dowód winy. Nie skończę zdania słowem „serio". Nie pośmieję się z mema, bo ktoś w komentarzu krzyknie „slop". I nie wyślę mamie zdjęcia z podróży, bo usłyszę, że to przeróbka. Poniżej rozkładam każdy z tych pięciu odruchów na części i pokazuję, skąd się wziął.
Dlaczego AI ciągle przyznaje Ci rację?
Bo modele językowe zostały wytrenowane tak, żeby Ci się przypodobać.
Twórcy ChatGPT musieli kiedyś wycofać aktualizację modelu, bo ten zaczął chwalić dosłownie wszystko, co wrzucił mu użytkownik. Nazwali to zjawisko wazeliniarstwem i przyznali, że model nauczył się optymalizować pod krótkoterminowe zadowolenie rozmówcy zamiast pod prawdę.
Pisałem o tym przy okazji emoji konika morskiego, którego nie ma, a które AI potrafi Ci opisać ze szczegółami (kliknij tu). Efekt uboczny jest taki, że „masz rację" przestało cokolwiek znaczyć. Kiedy powiem to koledze przy piwie, kolega się śmieje i pyta, czy przypadkiem nie jestem botem.
Czy myślnik oznacza, że tekst pisało AI?
Nie.
Pauza siedzi w tekstach od zawsze i nikomu nie przeszkadzała, dopóki nie zaczęto jej używać jako testu na człowieczeństwo. Dziś wystarczy jedna kreska w poście, żeby ktoś dopisał w komentarzu, że to wygenerowane.
Badacze zajmujący się wykrywaniem tekstów AI mówią zresztą co innego. Lepszym tropem niż interpunkcja jest brak literówek, bo maszyna pisze bezbłędnie, a człowiek nie.
Ja i tak zamieniam wszystkie kreski na strzałki albo przebudowuję zdanie. Wiem, że to bez sensu.
Skąd się wzięła moda na słowo „serio" w tekstach AI?
Z tego, że modele bardzo lubią domykać zdanie potwierdzeniem.
Poproś czat o hasło reklamowe, a dostaniesz coś w stylu „te buty są super wygodne, serio". Model dokłada słowo, które ma zbudować wiarygodność, tylko że robi to za każdym razem i w tym samym miejscu.
Dlaczego nie wolno mi heheszkować z czegoś, co zrobiło AI?
Bo obowiązuje nowa zasada: treść zrobioną w AI należy wytknąć palcem i nie wypada się z niej ucieszyć.
Widzę śmieszny filmik, śmieję się, wchodzę w komentarze i już ktoś napisał, że to AI slop. Jeśli coś jest śmieszne, to jest śmieszne, i nie zmieni tego informacja o tym, w czym powstało.
Ale nie! Internet mówi że wolno lubić tylko gniota skleconego w paincie, bo to prawdziwy mem. Mem to mem. Daj ludziom się pośmiać.
Dlaczego nie mogę już wysłać mamie zdjęcia z podróży?
Bo od razu odpisuje, że to przeróbka AI.
Nie ma znaczenia, że akurat na tej fotce jestem prawdziwy. Według mamy zdjęcie jest przerobione, a ja w tym czasie siedzę na kanapie i oglądam teleturnieje.
Oj tam! Raz wysłałem jej fotkę, jak prezydent odwiedza mnie w domu, i od tamtej pory żadne moje zdjęcie nie jest już wiarygodne?
Podrobienie czegokolwiek jest dziś tanie. Nagrałem kilka minut próbki i od tamtej pory mój klon głosu czyta wszystko, co mu wkleję (kliknij tu). Skoro to zajmuje tyle co nic, trudno mieć do mamy pretensje. Ale w sumie dobrze, że jest czujna.
Czy da się z tym walczyć?
Nie bardzo, bo sam to robię.
Wycinam myślniki, przebudowuję zdania, kasuję „serio", zanim ktokolwiek to zobaczy. Wiem, że to nic nie zmienia, i wiem, że za rok będzie inny znak na cenzurowanym.
A Ciebie czego oduczył AI? Bo mam wrażenie, że każdy zdążył już zebrać własną listę.
TL;DR
AI zmienia nie tylko to, jak pracujemy, ale też codzienne nawyki językowe. Zwroty „masz rację" i „serio" oraz myślnik zostały uznane za oznaki tekstu generowanego, choć są normalną częścią ludzkiego pisania. Przymilność modeli to udokumentowany problem, który twórcy ChatGPT musieli naprawiać po wycofaniu jednej z aktualizacji. Nieufność wobec prawdziwych zdjęć również ma swoją nazwę i jest opisana jako dywidenda kłamcy. Wniosek: oceniaj jakość treści, a nie narzędzie, którym powstała, i nie oddawaj AI własnego stylu pisania.
Źródła
TechCrunch, OpenAI says it's fixed ChatGPT's em dash problem



















