Obrazek z AI szybko dostaje łatkę slopu, a kod z AI przechodzi bez komentarza, choć ma te same grzechy: trening na cudzej pracy bez zgody, błędy i zabrane etaty. Różnica polega na tym, że design oglądasz, a kod ma tylko działać i nikt go nie podpisuje. Eksperyment, w którym prawdziwego Moneta podpisano jako AI, i badania nad oceną sztuki pokazują, że często oceniamy etykietę, a nie sam efekt.
Czy kod pisany przez AI to też slop?
Według mojej ankiety większość ludzi tak nie uważa.
Zapytałem w relacjach na Instagramie, czy kod pisany przez AI to też fuj. Prawie połowa odpowiedziała: kodu nie widać, więc spoko. Co czwarta osoba uznała, że design to co innego, a tylko mniejszość odpowiedziała, że kod z AI to też fuj.
Ankieta była mała i odpowiadali na nią moi obserwujący, więc to nie jest badanie. Ale odpowiedź „kodu nie widać, więc spoko” dobrze pokazuje mechanizm, o którym jest ten tekst.
Czym kod z AI różni się od grafiki z AI?
Problemy są te same, różni się tylko to, czy wynik widać.
Modele do kodu uczyły się na publicznym kodzie programistów i nikt nie pytał autorów o zgodę. Programiści pozwali o to twórców jednego z pierwszych asystentów do kodu, a część sprawy wciąż czeka na rozstrzygnięcie.
AI myli się także w kodzie i zostawia w nim luki w zabezpieczeniach. Twórcy jednego z najważniejszych narzędzi open source zamknęli program nagród za zgłaszanie błędów, bo zalała ich fala śmieciowych zgłoszeń z AI. Programiści sami nazywają to slopem.
Programiści też tracą pracę przez AI. Najmocniej odczuwają to juniorzy w zawodach, w których AI najłatwiej przejmuje zadania.
Jest jedna różnica. Design oglądasz i oceniasz okiem, a kod ma po prostu działać. Dlatego coraz częściej projektuję od razu w kodzie, o czym pisałem w tekście UI design w Figmie nie umiera, po prostu dorósł.
Dlaczego graficy i programiści hejtują AI nawzajem?
Bo każdy broni swojej działki, a cudzą chętnie oddaje AI.
Na co dzień pracuję i z grafikami, i z programistami. Grafik chwali się stroną postawioną z AI, a programista każe mu schować ten syf. Programista chwali się grafiką z AI, a grafik pyta, czemu nie szanuje sztuki.
Na slajdach trochę podrasowałem te dialogi, ale sens się zgadza. Własna działka zrobiona przez AI to słaba robota, cudza to wygoda. O tym, skąd bierze się opór grafików wobec AI, pisałem w tekście AI vs graficy.
Jak prawdziwy obraz Moneta nazwano AI slopem?
Ktoś wrzucił do sieci prawdziwego Moneta i napisał, że to obraz z AI.
Anonimowy artysta konceptualny opublikował na X fragment jednego z „Nenufarów” Claude’a Moneta. Napisał, że wygenerował go w AI, i poprosił o wyjaśnienie, czym ten obraz ustępuje prawdziwemu Monetowi.
Posypały się komentarze: bez duszy, zero kompozycji, Monet lepiej rozumiał światło, slop. Obraz powstał około 1915 roku i wisi w Neue Pinakothek w Monachium.
Nie wszyscy dali się nabrać. Część osób od razu rozpoznała oryginał, a wystarczyło sprawdzić obraz w wyszukiwarce grafiki. Zmienił się tylko podpis.
Dlaczego gorzej oceniamy obrazy z etykietą AI?
Bo etykieta zmienia to, jak patrzysz na obraz.
W jednym badaniu uczestnicy ogólnie woleli obrazy wygenerowane przez AI, a mimo to gorzej oceniali te, które uznali za dzieło AI, niezależnie od tego, kto je naprawdę zrobił. W innym wszystkie obrazy zrobiło AI, a lepsze oceny dostawały te podpisane jako dzieło człowieka.
Badacze tłumaczą to między innymi heurystyką wysiłku. To skrót myślowy, w którym jakość oceniasz po tym, ile pracy ktoś włożył. Etykieta „AI” mówi: nikt się nie napracował.
Dlaczego kod z AI nikomu nie przeszkadza?
Bo nikt go nie podpisuje.
Codziennie korzystasz ze stron i aplikacji, które współtworzyło AI. Nie wiesz o tym, więc oceniasz tylko jedno: czy działa.
To ten sam mechanizm co z Monetem, tylko odwrócony. Obrazek ma podpis, więc oceniasz podpis. Kod podpisu nie ma, więc oceniasz efekt.
Ręczne pisanie kodu odchodzi do lamusa. Programiści już nie piszą kodu, nieliczni piszą manualnie.
Druga strona medalu: czy to naprawdę podwójne standardy?
Sztukę oceniamy inaczej niż narzędzia. Wartość obrazu w dużej mierze wynika z autora, jego historii i intencji, a wartość kodu z tego, czy działa. Różne kryteria nie muszą oznaczać hipokryzji.
Eksperyment z Monetem miał podchwytliwe pytanie. Autor kazał szukać wad, więc ludzie ich szukali, a część komentujących od razu rozpoznała oryginał.
Programiści też krytykują kod z AI, tylko robią to we własnym gronie: w code review i na forach projektów open source. Do tego wyniki badań nad heurystyką wysiłku nie zawsze się powtarzają, więc to jedno z wyjaśnień, a nie pewnik.
Czy dobre AI w ogóle widać?
Moim zdaniem dobrego AI nie widać.
Kto dobrze używa AI, nie zostawia śladów. Nawet nie zauważysz, że go użył. Czym slop różni się od dobrej roboty, pisałem w tekście AI slop kontra dobry design.
Najwięcej jojczenia jest o to, że tworzą osoby bez kreatywnego oka, a nie o to, że z AI nie da się zrobić nic fajnego. Tak samo jojczyło się kiedyś o templatki w Canvie. Nie musisz lubić AI, ale oceniaj efekt, nie metkę.
TL;DR
Obrazek z AI dostaje łatkę slopu, a kod z AI przechodzi bez komentarza, choć ma te same problemy: trening na cudzej pracy bez zgody, błędy, slop i utratę pracy. Różnica polega na widoczności i etykiecie. Prawdziwy Monet podpisany jako AI został skrytykowany jako pozbawiony duszy, a badania pokazują, że ten sam obraz z etykietą AI dostaje niższe oceny, co badacze tłumaczą między innymi heurystyką wysiłku. Kod nie ma podpisu, więc oceniamy tylko to, czy działa. Wniosek: oceniaj efekt, nie metkę.




















