Cztery supermoce, którymi chwaliłem się przez ostatnie dekady, wygasły i nikt tego nie odczuł. Przewijanie kasety ołówkiem, numery telefonów z pamięci, mnożenie bez kalkulatora, jazda z papierową mapą. Za każdym razem przychodziło narzędzie, które robiło to samo pewniej ode mnie, i umiejętność cicho znikała. Z myśleniem przed wpisaniem prompta jest inaczej, bo narzędzie, któremu je oddajesz, myli się i brzmi przy tym pewnie.

Czy technologia zawsze odbierała nam umiejętności?

Tak, i przez cztery dekady nikomu to nie przeszkadzało.

Każda dekada miała swoją wiedzę plemienną. Wszyscy ją wtedy znali i nikt się nią nie chwalił, bo nie było czym. Potem przychodziło narzędzie i moc wygasała.

Dziś młody patrzy na kasetę i ołówek jak na zagadkę logiczną. A Ty, kiedy ostatni raz rozłożyłeś papierową mapę w podróży?

Pisałem już, że część umiejętności tracimy razem z technologią, która je wymuszała, i że to normalne. Z myśleniem ten mechanizm się łamie.

Czym AI różni się od kalkulatora i papierowej mapy?

Tym, że podaje zły wynik tym samym tonem co dobry.

Kalkulator nie zmyśla działania. Mapa nie wymyśla drogi. GPS czasem wyśle Cię w pole, ale widzisz to od razu, bo kończy się asfalt. Każde z tych narzędzi było pewniejsze od umiejętności, którą zastąpiło, i dlatego oddanie jej nic nie kosztowało.

Model językowy takiego sygnału nie daje. Zła odpowiedź ma tę samą składnię, ten sam ton i tę samą długość co dobra. Żeby wyłapać błąd, musisz wiedzieć, jak powinna wyglądać poprawna odpowiedź.

Czyli potrzebujesz dokładnie tej umiejętności, którą właśnie oddajesz. To jedyna moc z tej listy, której nie da się bezpiecznie przekazać narzędziu.

Czy AI uzupełni braki w Twoich umiejętnościach?

Nie. Uzupełnia tempo, nie kompetencje.

Jeśli nie wiesz, z czym do niego przychodzisz, nie wiesz też, co od niego dostajesz. Stąd biorą się slopy.

AI nie daje rozwiązania. Pokazuje ścieżki, o których nie pomyślałem, a wybieram nadal sam. Zanim wpiszę prompt, wypisuję sobie, co ma wyjść na końcu.

Dlaczego nie każdy umie korzystać z AI?

Bo to wymaga zmiany procesu, a nie nowej zakładki w przeglądarce.

Widzę ludzi, którzy wciskają AI w stare procesy i dziwią się, że nic z tego nie wychodzi. To tak, jakbyś dostał samochód i kombinował, jak do tej blachy na kółkach zapiąć lejce.

Czy AI rozleniwia i czy zastąpi Twoją pracę?

Rozleniwia. Nie zastąpi.

Piszesz gorzej, latasz po tematach, odpuszczasz po pierwszej wersji. Brzmi źle i jest źle. W tym samym czasie robisz rzeczy, za które wcześniej byś się nie zabrał, bo wyglądały na za duże.

Przetasowania w zawodach będą i część z nich już widać. Tylko ktoś to wszystko musi obsługiwać, a obsługuje ten, kto wie, czego chce od narzędzia.

Co na to sceptycy?

Mają dwa mocne argumenty i oba warto znać.

Pierwszy: to zwykła zmiana narzędzia, a panika jest taka sama jak przy każdej poprzedniej. Za dziesięć lat sprawdzanie odpowiedzi modelu może być umiejętnością tak egzotyczną jak przeliczanie kwoty na kasie samoobsługowej.

Drugi jest niewygodny dla mojej tezy. Weryfikowanie każdej odpowiedzi zjada czas, który AI miało oszczędzić, więc w praktyce prawie nikt tego nie robi. Jeśli myślenie przed promptem opłaca się tylko komuś, kto i tak zna temat, to nie jest supermoc, a przywilej specjalisty.



Podsumowanie

Każda dekada oddawała narzędziom jedną powszechną umiejętność i nikt za nią nie tęsknił, bo narzędzie było pewniejsze od człowieka. Z AI jest inaczej, bo zła odpowiedź wygląda dokładnie jak dobra, a do rozpoznania różnicy potrzebna jest ta sama wiedza, którą właśnie oddajesz. Stąd pięć wniosków z codziennej pracy: AI nie uzupełni Twoich braków, nie daje gotowych rozwiązań, wymaga zmiany procesu, rozleniwia i jednocześnie podnosi skalę roboty, a zastąpi tylko tych, którzy nie wiedzą, czego od niego chcą.